środa, 5 marca 2014

Mgła na Chełmie czyli....

.... jutro zacznie się tu sezon na saneczki i bobsleje. Tak się w tym roku ta zima układa że wypad za Kraków na jakąś wyrypę, jakoś nie składa się.  Ale w tą niedzielę już nie wytrzymaliśmy. Plecaczki, woda i kijki w dłoń i jedziemy. Na Tatry już było za późno, a poza tym Warszawka wraca wiec tłok na Zakopiance, więc mało ambitnie jedziemy na Chełm nad Myślenicami. Powody dwa aby tam jechać. Pierwsze to odwiedzenie starych kątów , bo to góra na której nasze chłopaki uczyły się chodzić po górach i jakby to powiedzieć jesteśmy przywiązani do niej sentymentalnie. Drugi powód to Olimpiada w Krakowie. Jak wiadomo w Naszej Ukochanej Konserwie trwają walki na słowa, argumenty za i przeciw  na temat organizowania Olimpiady Zimowej w Krakowie. Ja, ponieważ jestem jakby to określić ostrożnym optymistą w tej materii, zainteresował mnie fakt iż plany organizatorów dotyczy właśnie góry Chełm i budowy tam toru bobslejowo - saneczkowego. Chciałem zobaczyć jak to wygląda dzisiaj.
Wyjechaliśmy Busem z Ogrodowej koło 10. Mieliśmy nadzieję że mgła która męczyła całą niedzielę Kraków w Mogilanach już zejdzie. I rzeczywiscie. Na wysokości Głogoczowa " Przecirało się " ale później już tylko gorzej było.
Na Zarabiu oczywiscie wyciąg zamknięty. W ogóle ten wyciąg to jakieś fatum dla Myślenic.  Wybudowana za głębokiej komuny kolejka jest najdłuższym jedno krzesełkowym wyciągiem górskim w Polsce. Przejazd nią trwa blisko 20 minut. Przechodzi nad rezerwatem Bluszcz na Chełmie.  Od poczatku miała być niezwykłą atrakcją dla turystów na Zarabiu. A tak naprawdę nigdy nią nie była. Głównie z tego powodu że tuż po otwarciu wyciągu narciarze zorientowali się że nie ma gdzie jeździć. Po drugiej strony Chełmu był wtedy czynny orczyk ale dość kiepski i szybko go zlikwidowano. Narciarz wyjeżdżając na Chełm stawał w krzakach i tyle. Wiecznym problemem wyciągu było to że chodził nieregularnie a uruchomienie go wymagało większej ilości chętnych. . W lecie trochę lepiej Ale tak naprawdę to skorzystali tylko miejscowi bo w ramach współpracy mogli z niej korzystać za darmo. W zasadzie do czasu kiedy kilka lat temu uruchomiono wyciąg kanapowy i otwarto trasy zjazdowe kolejka stała bez sensu dostarczając władzom Myślenic coraz większych kosztów. Przestarzały, remontowany na poczatku lat 2010 zaczął nareszcie być ciekawszym obiektem. Zaczęto budować nartostradę która ma być przeprowadzona na sam dół pod wyciąg. 
No i właśnie ta budowana autostradą wychodzimy na Chełm. W planie był wyjazd ale oczywiscie wyciąg nieczynny...

Wychodzimy trasą nartostradową. Na razie w dolnych rejonach jeszcze nie śnieżona ale pewnie dociągną infrastrukturę do samego dołu... Po drodze cisza i mgła...





Nartostrada jest przeprowadzona przepięknym lasem. Trzeba powiedzieć uczciwie że pięknie i delikatnie. Nie widziałem jakiś dramatycznych wycinek i niszczenia drzewostanu...




Przy górnej stacji nartostrada jest już oświetlona i widać infrastrukturę do naśnieżania. 



Przy górnej stacji nic się nie zmienia od dziesiątków lat. Jedynie remonty powodują że wyciąg wygląda dość dobrze. Ale zapewne na Olimpiadę trzeba będzie postawić nowy...




A obok czynna czteroosobowa kanapa wyciągu narciarskiego na Chełm. Czynna cały czas...oczywiście we mgle...


Idziemy dalej wzdłuż grzbietu Chełmu. To tutaj gdzieś w którymś miejscu ma być tor bobslejowo - saneczkowy... Po drodze mijamy prywatne obserwatorium, przydrożne kapliczki ( jest ich sporo tutaj ) i wszędobylskich "down hillowców"  czyli tych co na krechę rowerami jeżdżą. Góra Chełm to dla nich mekka... 





Droga grzbietem Chełmu jest wyasfaltowana oprócz odcinka może jakieś 300 metrów.  Kiedy uruchomiano wyciąg plany były bardzo bogate. Ta droga miały być poprowadzone szlaki narciarstwa biegowego w kierunku Kudłaczy.. Szlak turystyczny jest ale drogi dla biegów narciarskich nijakich. Choć w zasadzie niewiele potrzeba by aby to miało się ziścić.   




Stoki Chełmu sa zamieszkałe ale bez tłoku. Jest sporo nowych domów, mnie jednak najbardziej podobają się te starsze...


Przy zejściu z Chełma przepiękne drzewa...


Po przeciwnej stronie Chełma na stokach Uklejny coś się dzieje. Wycięte zbocze, odgłosy motorów, może to tor dla KTM - owców. Nie wiem...


Przy zejściu jeszcze parę kapliczek...





Niedziela zupełnie udana choć ze zdjęciami problem. Mgła nie pozwoliła na zbyt dużo. Ale mimo mgły olimpiady tam nie widziałem Ale za osiem lat kto wie. Miejsce według mnie świetne choć należało by zadać pytanie skąd tutaj weźmiemy saneczkarzy i bobsleistów. Ale w naszej kochanej Ojczyźnie mlekiem i Małyszami płynącej nie takie rzeczy już widziano !


piątek, 3 stycznia 2014

Oravice....

... czyli Sylwester w Tatrach. Miało być śnieżnie i narty, było pięknie ale zamiast nart baseny w Oravicach. Zabawa w " Primuli " na Zvierówce  bardzo dobra, piękne niebo wygwieżdżone, cud miód. Tylko ten brak śniegu. No widać tak miało być. W drugi dzień  spacer z Oravic na Vanicke szlakiem niebieskim. Niestety powyżej doliny już nie można bo strażnicy co 10 minut jeżdżą i patrzą czy by jakieś 100 Euro nie zarobić. Jak wiadomo na Słowacji wszystkie szlaki turystyczne zimą są zamknięte nie ma łażenia po górach , pozostają tylko doliny. Ale w dolinach też pięknie. Śniegu nie ma , jest za to szron który również tworzy piękną atmosferę zimy...  

02.01.2014 r Oravice - Vanicka  szlakiem niebieskim



 
















poniedziałek, 16 grudnia 2013

Toporzysko....

... czyli miejsce gdzie zawsze czuje się dobrze. Raz że miejsce do końca życia kojarzące mi się z młodością ( choć młodym będę do końca swych dni ), ale też z wieloma, wieloma fantastycznymi wspomnieniami.  Pierwszy raz byłem tam w 1978 roku. W naszej kochanej Leśniczówce. Teraz jeździ się do Darka, zobaczyć konie, powspominać, powłóczyć się po górach, pooddychać gdzieś od krakowskiego smogu. Tak też było w ten weekend. Ponieważ praca zmusiła mnie do pozostania w Krakowie,  w Toporzysku byliśmy wieczorem. Spacer po działach pozostawiliśmy na dzień następny. 

Jak w Toporzysku no to konie. A jak Koń wygląda każdy widzi...


Jeśli sadziliście ze konie nie plotkują to się mylicie !...


Najpierw dla ochłody ....


... a dla ocieplenia Kalina...


Uwielbiam klimaty w Toporzysku...



Po południu jak Pan Bóg przykazał i trzydziestoletnia tradycja do Jordanowa na piechtę działem...




Słońce było nieprawdopodobne. Z jednej strony niebo prawie czarne...




... z drugiej podświetlało niezwykle chmury...


Na dziale jeden punkt charakterystyczny. Brzoza. Jedyna taka brzoza...



Na rozwidleniu szlaków koło Góry Ludwiki...


Mój jedyny w tym dniu widok na Lodowy...


Kapliczka przydrożna cały czas rozbudowywana...


No i wreszcie po całym dniu juz na zejściu pomiędzy drutami pojawiła się ta franca na która czekałem cały dzień Babia Góra...